Dlaczego uzależnionych? Ano dlatego, że jeśli ktoś był i grał raz czy
dwa razy w swoim życiu i nie zgłupiał, oślepiony i omamiony możliwością sukcesu
to zarówno dla opisywanej sprawy jak i firmy w której pieniądze przegrał nie
jest istotną osobą. Firmy hazardowe utrzymują się dzięki „wiernym” uczestnikom
oferowanych przez siebie gier. Osoby, dla których gra była w życiorysie jedynie
epizodem lub incydentem nie przysparzają znaczących wpływów do kas takich
przedsiębiorstw. Dane, na podstawie których stawiam powyższą tezę wskazują, że
prawie 90% przychodów firm hazardowych generują gracze stali czyli tacy którzy
byli aktywni więcej niż dwa razy w roku. Ci co grają w każdym miesiącu mają 45%
udziału w obrotach.
W opisywanych poniżej fragmentach kilku znanych mi życiorysów
uzależnionych osób będę przedstawiał, na ile to możliwe, historie ich życia na
podstawie tego co sami mi o sobie opowiedzieli lub co usłyszeli moi
współpracownicy i pozwoliło to na stworzenie może nieco bardziej prawdziwego
wizerunku tych osób. Hazardziści mają silną zdolność do koloryzowania i
przedstawiania nierzeczywistego świata i niezbyt często szczerze otwierają się
przed innymi. Podobnie jak osoby uzależnione od innych rzeczy nie czują się z
tego powodu niczemu winni i świadomość uzależnienia od gier jest ostatnią
rzeczą jaka miałaby kiedykolwiek dotrzeć do ich świadomości. Uzależnić może się właściwie każdy biedny i bogaty; życiowy szczęściarz jak i fajtłapa; mądry i głupi; wykształcony i bez szkoły. Wszystkie te
postacie i ich historie opiszę pod zmyślonymi pseudonimami aby nie narazić się
ewentualnie na zarzut naruszenia czyjejś osobistej nietykalności.
A)
Pani Gienia -
świętej pamięci. Przed wojną wyszła za mąż za bardzo bogatego człowieka.
Nie pracując nudziła się więc zaczęła bywać w kasynach. Zawsze otaczała ją
grupka kibiców i miłośników bo grała grubo i „pożywić się” u niej było łatwo
zwłaszcza gdy jej szczęście dopisało. Mąż dalej pomnażał fortunę więc idylla,
wydawać by się mogło, nie miała końca. Potem przyszła wojna i majątek
szanownego męża uszczupliła władza ludowa. Ale pani Gienia nie zamierzała
przestać oddawać się swemu ulubionemu zajęciu czyli grze. Kasyna
zdelegalizowano ale podziemie oferowało nielegalne gry dalej. Kiedy ponownie
zalegalizowano kasyna w Polsce można już było oficjalnie trwonić fortunę męża.
Niestety nieborakowi się zmarło i do przegrania zostało już tylko to co po
sobie zostawił. Pani Gienia uporała się z tymi dobrami nader sprawnie i
pozostała sama i biedna. Fani i wielbiciele znaleźli inną pożywkę i już się z
nią nie kolegowali jak dawniej. Potem było już tylko gorzej: długi, wierzyciele
wreszcie bezdomność i syn z tego związku, który nie odziedziczył po ojcu
talentu do zarabiania pieniędzy naśladując raczej życiową ścieżkę mamusi. Pani
Gienia zmarła jako ponad osiemdziesięcioletnia osoba spędzając do końca swego
życia wszystkie noce w kasynie z powodu braku własnego łóżka(mogła pójść spać wtedy
gdy jej przyjaciółka szła na dzień do pracy). Syna poszukiwała policja za różne
przekręty, w których miedzy innymi, pod koniec swego żywota, mamusia pełniła
rolę słupa – staruszki już nie można było zamknąć do więzienia. I taki to był
marny koniec bogactwa i blichtru…
B)
Pan Franek – kierowca prezesa. Tak przynajmniej zaczynał.
A do hazardu trafił za sprawą kolegi(pracownika kasyna) z którym w młodości pracował
jako barman w niezłej knajpie. Przyjście na kawkę jak się później okazało było
przełomem w jego życiu. Przyszedł, spróbował i wpadł w sidła. Początki były
niewinne: prezes niewymagający więc Franek miał dużo czasu. Przed kasynem
zostawiał świetną służbową furę więc robił wrażenie. Przystojny był i
wysportowany ale grał coraz grubiej i prawie we wszystko. Kobiet nie musiał
szukać, znajdowały go same. Ale on wolał automaty i inne gry. Z czasem
polepszyło mu się materialnie bo prezes zlecał chyba jakieś tajne misje
wymagające zaufania za które odpłacał godziwie. Jednym słowem żarło. Po wielu
latach beztroski postanowił się p. Franek osobiście ustatkować i założyć
rodzinę. Prezes także przestał już być prezesem wiec trochę się mniej kasy
zrobiło. Oczywiście wybranką jego serca nie została panna uboga lecz wręcz
przeciwnie – arcybogata. Pojawił się syn i jeszcze lepsze źródło gotówki. Grał
jeszcze więcej bo było za co. Ale żonka oprócz bogactwa miała też rozum i
poprawne relacje w swojej rodzinie i szybko z pomocą detektywa wytropiła gdzie
jej kochany mąż traci majątek przodków. Trochę potrwało zanim doprowadziła do
rozwodu ale była skuteczna. Pan Franek został goły i wesoły lecz mimo to nadal
przychodzi do kasyn ale już tylko żeby popatrzeć jak grają inni. Jego własna
rodzina również się od niego odwróciła po tym jak „wykolegował” własnego brata
w ramach działalności rodzinnej spółki.
C)
Pani Basia – biznes woman okresu polskich
politycznych i gospodarczych przemian. Wyjechała do pracy za granicą jako
kelnerka i tam poznała swego przyszłego, zagranicznego męża. Ponieważ działo
się to w czasach gdy w naszym kraju brakowało wszelkiego towaru a mąż pochodził
z kraju, który był wówczas ulubionym kierunkiem polskich drobnych handlarzy,
pani Basia szybko wymyśliła dochodowy tekstylny biznes oparty na współpracy
pomiędzy krajami męża i własnym. Były to czasy największej świetności stadionu
dziesięciolecia i tam też dokonywała zamiany zagranicznego towaru na
amerykańską walutę by ponownie obrócić kolejną partią towaru. Biznes szedł
nadzwyczajnie dobrze i profity także były rewelacyjne. Szybko kupiła luksusowe
mieszkanie w eleganckiej dzielnicy i dalej rozwijała biznes na inne, wschodnie
polskie miasta. Do kasyna trafiła poprzez koleżankę ze stadionu, którą jednak cechowało
umiarkowanie w grze. Pani Basia szybko poznała tajniki gry na automatach i
równie mocno angażowała się w ulubione gry nawet jeśli nie było szans się
odegrać. Mąż pani Basi także jej towarzyszył w kasynie ale poziom jego gry był
ledwie ułamkiem tego co wyprawiała żona. Z resztą on musiał pilnować biznesu bo
ona miała na to coraz mniej czasu. Pani Basia ulegała wszystkim promocjom i dodatkowym
bonusom od właścicieli kasyn szybko stając się vip’em. Grała coraz intensywniej
i na większe stawki. Lubiła gdy się o niej dużo mówiło. Bywała w kasynie po
kilka razy na dobę niezależnie od pory dnia czy nocy. Grała tak dużo i grubo,
że w pewnym momencie uwikłała się w lichwiarskie długi. Wyszła z tego jakoś i
już nigdy nie pożyczała. Stadion się w międzyczasie skończył i profity z
biznesu nie były już takie jak dawniej. Pani Basia z mężem bywają dalej w
kasynach i tylko czasem wspomni ona, że przez swoją chorą miłość do gier
zabrakło jej czasu na ułożenie własnego życia… czasem wspominała o tym, że
chciałby mieć dziecko. Ale czy rzeczywiście tego pragnęła? Teraz już chyba trochę
za późno… a może i lepiej że się tak stało, bo mieć taką mamusię…
D)
Pan Bronek z żoną Bronisławą – były dyrektor
departamentu w ministerstwie przed upadkiem komuny w naszym kraju. Sprytnie się
uwłaszczył, podobnie jak większość jego kolesiów z wyższych stołków. Przejął za
przysłowiową złotówkę lukratywne przedsiębiorstwo państwowe i ogromnym zyskiem
sprzedał większość jego udziałów pozostawiając sobie tyle żeby z dywidend żyć
jak król. Grał wraz z żoną na automatach jedynie słuszną stawką czyli
maksymalną(100zł). Kiedyś powiedział, że gra dlatego, że żyjąc normalnie starczyło
by mu na 20 żyć a przecież żył będzie tylko jeden raz. Przegrany czy wygrany
zawsze wychodził z uśmiechem na ustach bo przecież doskonale wiedział, że i
jutro i pojutrze i za rok będzie miał za co grać. Mieli państwo i gosposię i
ogrodnika. Żona Bronka miała jeszcze przedsiębiorstwo budowlane w innym swoim
rodzinnym mieście, które także przysparzało sporo zysków. Mimo przegrywania
znacznych kwot majątek państwa wydawał się nie mieć końca. W pewnym momencie
pan Bronek oprócz hazardu polubił równolegle alkohol i gdy przesadził stawał
się mniej elegancki dla żony i otoczenia. Znałem państwa ponad 15 lat i nie
zmieniali swego tryby życia – nie musieli. Tak to niektórzy dobrze wyszli na zmianach
własnościowych w naszym kraju…
E)
Pan Grzegorz - kolega pana Bronka z tego samego ministerstwa.
Tyle że, trochę słabiej się uwłaszczył. Zasiadał za to w radach nadzorczych
wielu spółek(także giełdowych) i grosz trzymał się go także dobrze. On również
pokochał automaty i rozwijał się grając coraz intensywniej i za większe kwoty.
Kiedyś odnalazła go w kasynie żona i wypędziła okładając po plecach parasolką
przy wszystkich. Niczego to nie zmieniło wrócił następnego dnia przepraszając że
ma zbyt nerwową żonę. Kiedy pan Grzegorz spotykał pana Bronka widać było ich
chłodne relacje mimo dawnej znajomości. Wynikały z tego, że Bronek odcinał już dawno
kupony a Grzegorz musiał jednak czasem stawiać się na posiedzeniach rad
nadzorczych spółek, żeby znów otrzymać niemałe zapewne przelewy.
F)
Pani Marysia – właścicielka kilku sklepów w
podwarszawskich miejscowościach. Oprócz hazardu lubiła także alkohol. Ale widać
było, że ten jej materialny sukces życiowy nie daje jej osobistego szczęścia.
Wymykała się w nocy od męża by przegrywać zarobione pieniądze. Miała ich chyba
ograniczoną przez męża ilość bo zapożyczała się czasem u lichwiarzy. Właśnie
alkohol zawsze szedł u niej w parze z hazardem. Pojawiała się o przedziwnych
porach doby czasem ubrana w szlafrok, piżamę i złote kapcie z futerkiem. Była osobą
o nader obfitych kształtach i jej wizyty nierzadko kończyły się zaśnięciem z
alkoholowego wyczerpania. Sprawiała tym zachowaniem kłopot pracownikom salonów
gier i kasyn zwłaszcza gdy nadchodziła pora zamykania. Potem jej lubione kasyno i salon pracowało już całodobowo i
problem z permanentnym zasypianiem Marysi trochę sam się jakby rozwiązał. Syn
pani Marysi, którzy czasem jej towarzyszył był typowym przykładem bananowej
młodzieży. Trzymał się matczynej spódnicy mimo dorosłości i nie za bardzo
radził sobie własnym z życiem rozwodząc się z żoną(ładna i fajna była)
następnie wchodząc ostatecznie w konflikt z prawem i kończąc w więzieniu. Czy
to wina mamusi? Może trochę…
G)
Pan Leszek(prezes klubu)- znany biznesmen i
prawnik. Był jedną z pierwszych osób znających się na wprowadzaniu spółek na
giełdę. Jego tata i dziadek byli znanymi prawnikami więc i Leszek skazany był
na ten kierunek studiów, działalności oraz zawodowy sukces. Jeździł z rządowymi
delegacjami za granicę jako ekspert i doradca w wielu sprawach, które podczas
zmian przebiegających w naszym kraju wymagały specjalistycznej wiedzy i
umiejętności. Te akurat Leszek posiadał z racji kończenia różnych topowych
zagranicznych uczelni o kierunkach związanych w prywatyzacjami. Potem zajął
kluczowe stanowisko w znanym sportowym klubie i wtedy już jako osoba publiczna
i bardzo znana ograniczył hazard. Mimo przegrywania bardzo dużych sum, nie
roztrwonił majątku (bo zachowywał umiar albo było tego majątku aż tak dużo) i z
powyższych powodów sam zaprzestał grania albo gra tak że go nie widać i nie
musi bywać.
H)
Pan Mirek – transport osobowy o znacznej skali.
Jeden z najbardziej charakterystycznych i drastycznych zarazem przykładów
niszczącej siły hazardu. Dorobił się na wyjazdach rodaków do Anglii w czasach
gdy tamten kraj otworzył swoje granice dla Polaków. Kilkanaście autokarów przez
kilka lat nie wyłączało właściwie silników przewożąc naszych obywateli do
lepszego świata za kanałem La Manche. Pieniądze waliły p. Mirkowi drzwiami i
oknami. Do hazardu trafił przypadkiem przychodząc na kawę do salonu z
automatami. Na początku świetnie się bawił bo biznes szedł nadzwyczaj dobrze
więc przepuszczał na bieżąco to co zarabiał. Automatyczna ruletka i jego
ulubione miejsce przy oknie okazały się początkiem końca kariery i dobrobytu.
Grał jak szalony pozostawiając codziennie tysiące złotych. Wpadł tak mocno, że
nawet nie zauważył jak zaniedbuje swoje interesy. W biznesie zaczęła się
konkurencja ale on tego już nie widział, w głowie miał tylko czerwone cyfry ze
środkowego tuzina na ruletkowym stole. Dochody zaczęły maleć a i rodaków
chcących pracować na wyspach też już było coraz mniej. Pan Mirek za to nie
zwalniał tempa gry mimo złych sygnałów z biznesu. Zaczął wyprzedawać autokary a
uzyskane pieniądze pakował w ruletkę. W końcu sprzedał ostatni autobus a po nim
także swego mercedesa. Kupił starego Poloneza i stojak na okulary przeciwsłoneczne,
którymi handlował w centrum miasta. W życiu pana Mirka bywał także coraz
częściej alkohol i problemy osobiste. Rozwód a potem przeprowadzka do odległego
miasta w kraju już nie były w stanie wiele uratować w jego życiu. Jak się
dowiedzieliśmy od jego hazardowych kolegów zmarł w biedzie i samotności z dala od najbliższych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz