wtorek, 10 września 2024

Życiorysy uzależnionych

 

   Dlaczego uzależnionych? Ano dlatego, że jeśli ktoś był i grał raz czy dwa razy w swoim życiu i nie zgłupiał, oślepiony i omamiony możliwością sukcesu to zarówno dla opisywanej sprawy jak i firmy w której pieniądze przegrał nie jest istotną osobą. Firmy hazardowe utrzymują się dzięki „wiernym” uczestnikom oferowanych przez siebie gier. Osoby, dla których gra była w życiorysie jedynie epizodem lub incydentem nie przysparzają znaczących wpływów do kas takich przedsiębiorstw. Dane, na podstawie których stawiam powyższą tezę wskazują, że prawie 90% przychodów firm hazardowych generują gracze stali czyli tacy którzy byli aktywni więcej niż dwa razy w roku. Ci co grają w każdym miesiącu mają 45% udziału w obrotach.

   W opisywanych poniżej fragmentach kilku znanych mi życiorysów uzależnionych osób będę przedstawiał, na ile to możliwe, historie ich życia na podstawie tego co sami mi o sobie opowiedzieli lub co usłyszeli moi współpracownicy i pozwoliło to na stworzenie może nieco bardziej prawdziwego wizerunku tych osób. Hazardziści mają silną zdolność do koloryzowania i przedstawiania nierzeczywistego świata i niezbyt często szczerze otwierają się przed innymi. Podobnie jak osoby uzależnione od innych rzeczy nie czują się z tego powodu niczemu winni i świadomość uzależnienia od gier jest ostatnią rzeczą jaka miałaby kiedykolwiek dotrzeć do ich świadomości. Uzależnić może się właściwie każdy biedny i bogaty; życiowy szczęściarz jak i fajtłapa; mądry i głupi; wykształcony i bez szkoły. Wszystkie te postacie i ich historie opiszę pod zmyślonymi pseudonimami aby nie narazić się ewentualnie na zarzut naruszenia czyjejś osobistej nietykalności.

A)       Pani Gienia -  świętej pamięci. Przed wojną wyszła za mąż za bardzo bogatego człowieka. Nie pracując nudziła się więc zaczęła bywać w kasynach. Zawsze otaczała ją grupka kibiców i miłośników bo grała grubo i „pożywić się” u niej było łatwo zwłaszcza gdy jej szczęście dopisało. Mąż dalej pomnażał fortunę więc idylla, wydawać by się mogło, nie miała końca. Potem przyszła wojna i majątek szanownego męża uszczupliła władza ludowa. Ale pani Gienia nie zamierzała przestać oddawać się swemu ulubionemu zajęciu czyli grze. Kasyna zdelegalizowano ale podziemie oferowało nielegalne gry dalej. Kiedy ponownie zalegalizowano kasyna w Polsce można już było oficjalnie trwonić fortunę męża. Niestety nieborakowi się zmarło i do przegrania zostało już tylko to co po sobie zostawił. Pani Gienia uporała się z tymi dobrami nader sprawnie i pozostała sama i biedna. Fani i wielbiciele znaleźli inną pożywkę i już się z nią nie kolegowali jak dawniej. Potem było już tylko gorzej: długi, wierzyciele wreszcie bezdomność i syn z tego związku, który nie odziedziczył po ojcu talentu do zarabiania pieniędzy naśladując raczej życiową ścieżkę mamusi. Pani Gienia zmarła jako ponad osiemdziesięcioletnia osoba spędzając do końca swego życia wszystkie noce w kasynie z powodu braku własnego łóżka(mogła pójść spać wtedy gdy jej przyjaciółka szła na dzień do pracy). Syna poszukiwała policja za różne przekręty, w których miedzy innymi, pod koniec swego żywota, mamusia pełniła rolę słupa – staruszki już nie można było zamknąć do więzienia. I taki to był marny koniec bogactwa i blichtru…

 

B)       Pan Franek – kierowca prezesa. Tak przynajmniej zaczynał. A do hazardu trafił za sprawą kolegi(pracownika kasyna) z którym w młodości pracował jako barman w niezłej knajpie. Przyjście na kawkę jak się później okazało było przełomem w jego życiu. Przyszedł, spróbował i wpadł w sidła. Początki były niewinne: prezes niewymagający więc Franek miał dużo czasu. Przed kasynem zostawiał świetną służbową furę więc robił wrażenie. Przystojny był i wysportowany ale grał coraz grubiej i prawie we wszystko. Kobiet nie musiał szukać, znajdowały go same. Ale on wolał automaty i inne gry. Z czasem polepszyło mu się materialnie bo prezes zlecał chyba jakieś tajne misje wymagające zaufania za które odpłacał godziwie. Jednym słowem żarło. Po wielu latach beztroski postanowił się p. Franek osobiście ustatkować i założyć rodzinę. Prezes także przestał już być prezesem wiec trochę się mniej kasy zrobiło. Oczywiście wybranką jego serca nie została panna uboga lecz wręcz przeciwnie – arcybogata. Pojawił się syn i jeszcze lepsze źródło gotówki. Grał jeszcze więcej bo było za co. Ale żonka oprócz bogactwa miała też rozum i poprawne relacje w swojej rodzinie i szybko z pomocą detektywa wytropiła gdzie jej kochany mąż traci majątek przodków. Trochę potrwało zanim doprowadziła do rozwodu ale była skuteczna. Pan Franek został goły i wesoły lecz mimo to nadal przychodzi do kasyn ale już tylko żeby popatrzeć jak grają inni. Jego własna rodzina również się od niego odwróciła po tym jak „wykolegował” własnego brata w ramach działalności rodzinnej spółki.

 

C)      Pani Basia – biznes woman okresu polskich politycznych i gospodarczych przemian. Wyjechała do pracy za granicą jako kelnerka i tam poznała swego przyszłego, zagranicznego męża. Ponieważ działo się to w czasach gdy w naszym kraju brakowało wszelkiego towaru a mąż pochodził z kraju, który był wówczas ulubionym kierunkiem polskich drobnych handlarzy, pani Basia szybko wymyśliła dochodowy tekstylny biznes oparty na współpracy pomiędzy krajami męża i własnym. Były to czasy największej świetności stadionu dziesięciolecia i tam też dokonywała zamiany zagranicznego towaru na amerykańską walutę by ponownie obrócić kolejną partią towaru. Biznes szedł nadzwyczajnie dobrze i profity także były rewelacyjne. Szybko kupiła luksusowe mieszkanie w eleganckiej dzielnicy i dalej rozwijała biznes na inne, wschodnie polskie miasta. Do kasyna trafiła poprzez koleżankę ze stadionu, którą jednak cechowało umiarkowanie w grze. Pani Basia szybko poznała tajniki gry na automatach i równie mocno angażowała się w ulubione gry nawet jeśli nie było szans się odegrać. Mąż pani Basi także jej towarzyszył w kasynie ale poziom jego gry był ledwie ułamkiem tego co wyprawiała żona. Z resztą on musiał pilnować biznesu bo ona miała na to coraz mniej czasu. Pani Basia ulegała wszystkim promocjom i dodatkowym bonusom od właścicieli kasyn szybko stając się vip’em. Grała coraz intensywniej i na większe stawki. Lubiła gdy się o niej dużo mówiło. Bywała w kasynie po kilka razy na dobę niezależnie od pory dnia czy nocy. Grała tak dużo i grubo, że w pewnym momencie uwikłała się w lichwiarskie długi. Wyszła z tego jakoś i już nigdy nie pożyczała. Stadion się w międzyczasie skończył i profity z biznesu nie były już takie jak dawniej. Pani Basia z mężem bywają dalej w kasynach i tylko czasem wspomni ona, że przez swoją chorą miłość do gier zabrakło jej czasu na ułożenie własnego życia… czasem wspominała o tym, że chciałby mieć dziecko. Ale czy rzeczywiście tego pragnęła? Teraz już chyba trochę za późno… a może i lepiej że się tak stało, bo mieć taką mamusię…

 

D)      Pan Bronek z żoną Bronisławą – były dyrektor departamentu w ministerstwie przed upadkiem komuny w naszym kraju. Sprytnie się uwłaszczył, podobnie jak większość jego kolesiów z wyższych stołków. Przejął za przysłowiową złotówkę lukratywne przedsiębiorstwo państwowe i ogromnym zyskiem sprzedał większość jego udziałów pozostawiając sobie tyle żeby z dywidend żyć jak król. Grał wraz z żoną na automatach jedynie słuszną stawką czyli maksymalną(100zł). Kiedyś powiedział, że gra dlatego, że żyjąc normalnie starczyło by mu na 20 żyć a przecież żył będzie tylko jeden raz. Przegrany czy wygrany zawsze wychodził z uśmiechem na ustach bo przecież doskonale wiedział, że i jutro i pojutrze i za rok będzie miał za co grać. Mieli państwo i gosposię i ogrodnika. Żona Bronka miała jeszcze przedsiębiorstwo budowlane w innym swoim rodzinnym mieście, które także przysparzało sporo zysków. Mimo przegrywania znacznych kwot majątek państwa wydawał się nie mieć końca. W pewnym momencie pan Bronek oprócz hazardu polubił równolegle alkohol i gdy przesadził stawał się mniej elegancki dla żony i otoczenia. Znałem państwa ponad 15 lat i nie zmieniali swego tryby życia – nie musieli. Tak to niektórzy dobrze wyszli na zmianach własnościowych w naszym kraju…

 

E)       Pan Grzegorz - kolega pana Bronka z tego samego ministerstwa. Tyle że, trochę słabiej się uwłaszczył. Zasiadał za to w radach nadzorczych wielu spółek(także giełdowych) i grosz trzymał się go także dobrze. On również pokochał automaty i rozwijał się grając coraz intensywniej i za większe kwoty. Kiedyś odnalazła go w kasynie żona i wypędziła okładając po plecach parasolką przy wszystkich. Niczego to nie zmieniło wrócił następnego dnia przepraszając że ma zbyt nerwową żonę. Kiedy pan Grzegorz spotykał pana Bronka widać było ich chłodne relacje mimo dawnej znajomości. Wynikały z tego, że Bronek odcinał już dawno kupony a Grzegorz musiał jednak czasem stawiać się na posiedzeniach rad nadzorczych spółek, żeby znów otrzymać niemałe zapewne przelewy.

 

F)        Pani Marysia – właścicielka kilku sklepów w podwarszawskich miejscowościach. Oprócz hazardu lubiła także alkohol. Ale widać było, że ten jej materialny sukces życiowy nie daje jej osobistego szczęścia. Wymykała się w nocy od męża by przegrywać zarobione pieniądze. Miała ich chyba ograniczoną przez męża ilość bo zapożyczała się czasem u lichwiarzy. Właśnie alkohol zawsze szedł u niej w parze z hazardem. Pojawiała się o przedziwnych porach doby czasem ubrana w szlafrok, piżamę i złote kapcie z futerkiem. Była osobą o nader obfitych kształtach i jej wizyty nierzadko kończyły się zaśnięciem z alkoholowego wyczerpania. Sprawiała tym zachowaniem kłopot pracownikom salonów gier i kasyn zwłaszcza gdy nadchodziła pora zamykania. Potem jej lubione  kasyno i salon pracowało już całodobowo i problem z permanentnym zasypianiem Marysi trochę sam się jakby rozwiązał. Syn pani Marysi, którzy czasem jej towarzyszył był typowym przykładem bananowej młodzieży. Trzymał się matczynej spódnicy mimo dorosłości i nie za bardzo radził sobie własnym z życiem rozwodząc się z żoną(ładna i fajna była) następnie wchodząc ostatecznie w konflikt z prawem i kończąc w więzieniu. Czy to wina mamusi? Może trochę…

 

G)      Pan Leszek(prezes klubu)- znany biznesmen i prawnik. Był jedną z pierwszych osób znających się na wprowadzaniu spółek na giełdę. Jego tata i dziadek byli znanymi prawnikami więc i Leszek skazany był na ten kierunek studiów, działalności oraz zawodowy sukces. Jeździł z rządowymi delegacjami za granicę jako ekspert i doradca w wielu sprawach, które podczas zmian przebiegających w naszym kraju wymagały specjalistycznej wiedzy i umiejętności. Te akurat Leszek posiadał z racji kończenia różnych topowych zagranicznych uczelni o kierunkach związanych w prywatyzacjami. Potem zajął kluczowe stanowisko w znanym sportowym klubie i wtedy już jako osoba publiczna i bardzo znana ograniczył hazard. Mimo przegrywania bardzo dużych sum, nie roztrwonił majątku (bo zachowywał umiar albo było tego majątku aż tak dużo) i z powyższych powodów sam zaprzestał grania albo gra tak że go nie widać i nie musi bywać.

 

H)      Pan Mirek – transport osobowy o znacznej skali. Jeden z najbardziej charakterystycznych i drastycznych zarazem przykładów niszczącej siły hazardu. Dorobił się na wyjazdach rodaków do Anglii w czasach gdy tamten kraj otworzył swoje granice dla Polaków. Kilkanaście autokarów przez kilka lat nie wyłączało właściwie silników przewożąc naszych obywateli do lepszego świata za kanałem La Manche. Pieniądze waliły p. Mirkowi drzwiami i oknami. Do hazardu trafił przypadkiem przychodząc na kawę do salonu z automatami. Na początku świetnie się bawił bo biznes szedł nadzwyczaj dobrze więc przepuszczał na bieżąco to co zarabiał. Automatyczna ruletka i jego ulubione miejsce przy oknie okazały się początkiem końca kariery i dobrobytu. Grał jak szalony pozostawiając codziennie tysiące złotych. Wpadł tak mocno, że nawet nie zauważył jak zaniedbuje swoje interesy. W biznesie zaczęła się konkurencja ale on tego już nie widział, w głowie miał tylko czerwone cyfry ze środkowego tuzina na ruletkowym stole. Dochody zaczęły maleć a i rodaków chcących pracować na wyspach też już było coraz mniej. Pan Mirek za to nie zwalniał tempa gry mimo złych sygnałów z biznesu. Zaczął wyprzedawać autokary a uzyskane pieniądze pakował w ruletkę. W końcu sprzedał ostatni autobus a po nim także swego mercedesa. Kupił starego Poloneza i stojak na okulary przeciwsłoneczne, którymi handlował w centrum miasta. W życiu pana Mirka bywał także coraz częściej alkohol i problemy osobiste. Rozwód a potem przeprowadzka do odległego miasta w kraju już nie były w stanie wiele uratować w jego życiu. Jak się dowiedzieliśmy od jego hazardowych kolegów zmarł w biedzie i samotności  z dala od najbliższych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przychody państwa z tytułu podatku od gier

 Na poniższych wykresach przedstawiam graficzny obraz wpływów jakie przynoszą gry hazardowe do budżetu naszego kraju. Jak widać pandemia cor...